Translate

czwartek, 18 lipca 2013

Chapter 2

  Weszłam ponownie do wnętrza samolotu gdzie dwie kobiety sprzątały po całej akcji. Chrząknęłam tylko cicho ale na tyle głośno by wszyscy mnie usłyszeli. One, widząc mnie w drzwiach, natychmiast się ulotniły. Zostałam z nimi sam na sam.
-Miło mi was poznać - wysiliłam się na uśmiech - Jestem M i od dziś będę waszym nowym ochroniarzem
-Naszym ochroniarzem?1 - oburzył się ciemnowłosy mulat - Paul, po co nam kolejny ochroniaż?! I to do tego taki który jest dziewczyną?!
-Ale za to jaką ładną dziewczyna.. - szepnął cicho blondyn
-Zayn - mruknął rozdrażniony - To jest jedyna osoba która zajmie się wami tak dobrze jak ja. M jest jedną z agentek Brytyjskiego wywiadu MI6 i pracowała już w wielu organizacjach między narodowych.
-Jasne - prychnął - Jeśli posłanie kulki w łep jednego faceta jest tym..
-Zayn! - warknął ich menadżer
-Spokojnie - mruknęłam rozdrażniona - Jeśli dobrze to rozegramy to nie będziemy musieli wchodzić sobie w drogę. Wy mnie nie będziecie widzieć, a ja będe tylko dla waszego bezpieczeństwa
-Dla mnie możesz być widoczna cały czas - mruknął uwodzicielsko lokaty brunet
-Ej ty - warknęłam w jego stronę - Ja tu jestem w pracy. I wy też. Na wiecej nie licz.
-To po co nam taki ochroniaż - prychnął
-M - zwrócił sie do mnie Higgins - Witamy w naszym.. Hmm.. Towarzystwie jeśli mogę się tak wyrazić. Mam nadzieje że nasz współpraca będzie owocna
-I ja również - uścisnęłam jego dłoń starając sie nie tracić dobrego humoru

Tydzień później
Sobota; 25.05.2013; godz. 8.37;
Hotel Windrift Resort Hotel w New Jersey

-CHŁOPAKI! - krzyknęłam po raz kolejny waląc do ich drzwi - To nie jest śmieszne! 
-Dla nas bardzo - zarechotał Zayn
-Dobra, mam dość. Wchodzę tam. - warknęłam
-Ciekawe jak..? - zaczeli sie chichrać
-Odsuńcie sie od drzwi! - krzyknęłam
-Po co? -Spytali ale nie zdążyłam im już odpowiedzieć
-Mówiłam że wchodzę - oznajmiłam leżącym na ziemi chłopakom - Jazda do samochodu! Ale już! 
-Osz kurwa! Chyba cie nie docenialiśmy.. - zaczął Liam
-Nie obchodzi mnie to. Jazda! - wskazałam na korytarz
-Ale co z drzwiami?
  Nie odpowiedziałam. Jak to ktoś kiedyś mądrze ujął 'Z debilami sie nie dyskutuje'
-Jeśli za 5 minut nie będziecie w samochodzie, spotka was to co te drzwi
   I wyszłam. Przemknęłam jasnym korytarzem złożonym z fioletowej wykładziny, Kremowych ścian i czarnego sufitu na którego środku co dwa metry świeciły okrągłe, płaskie żyrandole.
  Weszłam do szarej windy złożonej z jasnych odcieni barw na ścianach i kilkunastu przycisków. Wcisnęłam ten z numerem 0 i w oczekiwaniu na dotarcie na miejsce, przejrzalam sie w lustrze, sprawdzając, czy ta afera z drzwiami nie popsuła dostatecznie mojej fryzury. Mimo iż byłam agentką to jednak nie oznaczało to że dbam o swój wygląd mniej niż reszta kobiet na całym świecie. 
  Kiedy znalazłam sie już w holu, podeszłam do recepcjonistki która najprawdopodobniej usiłowała załatwić sobie lokum w pokoju pewnego, nowego gościa.
-Długo to jeszcze potrwa? - spytałam z udawaną słodkością kiedy kobieta oznajmiła mężczyźnie że kończy o 9 wieczorem i z wielką chęcią wpadnie do niego - Nie chce oczywiście nic mówić ale takie sprawy się chyba załatwia PO pracy.
  Kobieta speszona ale też i lekko rozdrażniona, odprawiła mężczyznę i zwróciła sie w moją stronę.
-Tak, o co chodzi?
-Taki tam pikuś.. W pokoju nr. 257 był mały problem z drzwiami. Mam nadzieje że tyle wystarczy żeby naprawić szkody - rzuciłam na blat recepcji banknot 100$ - A jeśli coś jeszcze zostanie to jako napiwek na prezerwatywy dla pani i tego miłego pana - dokończyłam i zostawiając kobietę w oszołomieniu, wyszłam z hotelu kierując sie do czarnej limuzyny stojącej pod hotelem otoczonym tysiącem nastolatek doprowadzających mnie wręcz do szału swoimi krzykami.
-Miło mi cie widzeć, Paul - uścisnęłam rękę mężczyźnie w czarnym garniturze, kiedy już usadowaiłam się wygodnie w na czarnym, skurzanym fotelu limuzyny.
-Mnie Ciebie też, M. Gdzie chłopcy?
-Był mały problem z drzwiami ale już wszystko załatwione więc za chwilke powinni być - uśmiechnęłam sie i wzięłam od niego jeden z kubków ze Stabucksa - Latte?
-Karmelowe - odparł
-Jestem w niebie - zaśmiałam sie i upiłam łyk
-Jesteśmy! - krzyknęli małolaci wsiadając do auta
  Nie twierdze oczywiście że są gorsi jeśli są młodsi ale no jednak jest między nami różnica. Najstarszy ma 21 lat, a ja 26 więc chyba mam prawo nazwać ich małolatami gdyż niestety taka jest prawda.
-Nie da sie nie zauważyć - prychnęłam - Dłużej sie przecież ne dało.
-Ty siedź cicho - uciszył mnie Zayn
-Zamknij sie Malik jeśli chcesz żyć - warknęłam
-I tak nic nam nie możesz zrobić bo jesteś za nas odpowiedzialna. I kto tu jest górą?! - zaśmiał sie złośliwie i przybił piątkę z Marchewkowym Potworem.
-Ale tak przez przypadek.. Może.. Wypadniesz przez okno.. Kto wie?- zaśmiałam sie złośliwie 
  Uciszył sie natychmiastowo tak jak i reszta ferajny
-O której mamy samolot? - spytałam upijając kolejny łyk kofeiny
-Za godzinę. 
-My?! Czekaj, to ty z nami wracasz?! - zdziwił sie Harry
-Tak, wracam. Coś jeszcze? - warknęłam już do końca poirytowana ich zachowaniem
-Tak. Jak długo będziesz jeszcze nas niańczyć?! - spytał Zayn w momencie kiedy Lokaty mówił coś w stylu 'To w ręki, razie muszę ci koniecznie pokazać mój pokój.. A łózko już w szczególności..'
-Chłopcy - wciął sie do rozmowy Paul - M, zostanie z wami na tyle długo na ile będzie taka potrzeba - dokończył spokojnie
-Czyli?! - warknął rozdrażniony Lou 
  Hmm.. Czyli najwyraźniej założyli z Zaynem spółkę 'Pozbyć sie M'. Ciekawie sie zapowiada..
-Dokładnie ci nie powiem bo może to być miesiąc, a może to być rok..
-Rok?! Z nią?! Mowy nie ma! - wykrzyknął Zayn
-M! Odbiór! - odezwał sie głos z mojego wakie-takie
-Tu M, odbiór - odpowiedziałam całkowicie ignorując ich beznadziejną rozmowę
-Mamy informacje o jakimś mężczyźnie kręcącym sie na lotnisku w pobliżu waszego samolotu. Ochrona już go usunęła ale nie jesteśmy do końca pewni czy wszystko jest wporządku.
-Przyjęłam. Bez odbioru - dokończyłam i włożyłam sprzęt spowrotem do sakwy 
  Odwróciłam sie do chłopaków którzy siedzieli jakby wmurowani w fotele i patrzyli na mnie w osłupieniu.
-Tak sie zastanawiam czy sprawdzić ten samolot czy zostawić go tak jak jest i pozwolić wam lecieć. Ja naturalnie zostanę tutaj żeby mieć pewność źe chociaż ja wyjdę z tego cało - rzekłam z kpiącym uśmieszkiem i odwróciłam sie spowrotem 
  'Rob dał mi chyba najgorsze zadanie jakie wogule mogłoby być! Zapłaci mi za to!'
~~~
Witam. Trochę czekaliście na ten rozdział ale już powinno być lepiej bo wróciła mni wena na TEN bloga więc rozdziały powinny pojawiać się już częściej ;) 
Bez odbioru
Alex

4 komentarze:

  1. "Marchewkowy potwór" xD
    Hahahahahahhhaaaaaahahahahahahahaha
    .
    .
    .
    .
    .
    .
    .
    .
    .
    Jeszcze nie skończyłam :D
    Hahahahahahahahahahahah xD lol
    omg
    Nie wyczymam :P

    A tak poza to wszystko super :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Przypadkowo wyleci przez okno..... Czemu mnie to nie dziwi? Kocham M!!!!! Rozdzial super!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Dawaj nexta!!!!!!!!!!!!!
    Verka

    OdpowiedzUsuń
  3. Super rozdzial czekam na next :) masz talent w pisaniu :)

    OdpowiedzUsuń
  4. genialny rozdział, czekam na następny
    + zapraszam do siebie http://take-me-home-one-direction-1d.blogspot.com/ :P

    OdpowiedzUsuń