Translate

wtorek, 30 kwietnia 2013

Prologue

   Weszłam do wielkiego pomieszczenia gdzie kłebiło się mnóstwo ludzi. Spojrzałam na nich niechętnie i westchnęłam na myśl o tym co za chwile będe musiała zrobić. Nie dość że każdego dnia ryzykujesz życiem dla innych to nawet we własnym "domu" musisz się przedzierać przez te tłumy.Czasem przeklinałam samą siebie za taką prace ale przecież sama tego chciałam..
-Chris! - pstryknęłam palcami, a obok mnie pojawił się zielonooki blondyn środniego wzrostu.
-Tak M? - spytał cicho troche się mnie chyba bojąc
-Masz moją latte i rogala? - spytałam niechętnie
-Oczywiście- mężczyzna, a właściwie chłopak (no bo jak inaczej nazwać gościa który dopiero co miał mleko pod nosem) podał mi czerwony papierowy kubek i zawiniątko z napisem "Stark Café".
-Dzięki
  Postąpiłam krok do przodu ale jak to zwykle jest, ktoś mnie potrącił. Na szczęście, a może i nie, nie upadłam ale wylałam na siebie trochę kawy. Zaklęłam cicho pod nosem. Miałam tego dość. 
   Odwróciłam się i postanowiłam pójść na około. Droga jest dłuższa ale i tak dojdą tamtędy szybciej niż przedzierając się przez to stado baranów które ani myśli przesunąć swoje tyłki. Nic tylko myśla wciąż o sobie! Egoiści! Oni siedzą za biórkiem i tylko zbijają bąki, a dla nas, nawet nie są wstanie sie odsunąć, a przeciez robimy pięć razy więcej od nich! Na samą myśl o tym mam chęć mordu!
 Spojrzałam na drzwi po prawo. Ruszyłam delikatie stukając butami w posadzke. Rozejrzałam się dookoła. Stare kotytarze.. Większość z nich była jeszcze nie pomalowana ale Rob jakoś niespecjalnie się tym przejmował skoro mało kto tędy chodzi (no oczywiście nie licząc nowych rekrutów którzy przychodzą tu żeby ćwiczyć). Zawsze jednak zadaje sobie pytanie dlaczego wciąż jesteśmy w tej dziurze! Przecież moglibyśmy się przenieść do początkowej siedzimy MI6 która spłonęła przez wybuch bomby podłorzonej przez jednego z naszych wrogów. No ale nic. Przecież mnie i tak nik t nie słucha bo nie jestem kimś ważnym.
  Kiedy znalazłam się w części biórowej, miałam ochote wybuchnąć śmiechem bo moi koledzy z którymi pracowałam od zawsze, bardzo inteligentnie poprosili mnie o sprawdzenie przepustki, a potem stwierdzili że nie ma mnie na liście i pożegnali bardzo grzecznym "spierdalaj". No więc się wkurzyłam i wygarnęłam im co o tym myśle, a potem z udawaną słodkością poprosiłam żeby spytali się szefa czy napewno nie byłam umówiona. Przez chwile mierzyłam się z nimi wzrokiem. Ten "większy" (określenie nie wzięło się od muskułów lecz od wagi) postanowił jednak mieć ze mną dobre stosunki i zapytał "szefa".
  Ponieważ wyszło na moje więc pokazałam wszystkie ząbki w kpiącym uśmieszku i pewnym krokiem weszłam do gabinetu. Rozejrzałam się po jego wnętrzu.
"Jeszcze mnie tu nie było" - pomyślałam i cicho się do siebie zaśmiałam.
   Ściany było pokryte kremową farbą. Wisiało na nich kilka portretów, a m.in. byłej szefowej MI6 która nazywała sie dokładnie tak jak ja, czyli M i kilku wcześniejszych zarządców. Był tam też ważny dokument, który każdy normany człowiek uznałby za nie ważny. Niestety, tak nie jest. Jak wół, widnieje na nim podpis królowej Anglii, o czym wie każdy tutejszy pracownik, a w sumie powinien wiedzieć. 
  Podłoga wyłożona jest marmurową posadzką taką jak w tych wszystkich przedwojennych budynkach. 
  Zrobiłam krok do przodu, w stronę dębowego biórka przy którym siedział zgarbiony mężczyna w lnianej koszuli i czarnych spodniach której najprawdopodobniej pochodziły od smokingu. Jego muskuły prawie wychodziły przez ciemną marynarke którego dokładnego koloru nie potrafiłam zidentyfikować. Z pewnością gdybym była starsza, nie zważałabym na to że jest moim szefem. 
  Oprócz tych rzeczy, pokój nie miał w sobie nic ciekawego, nie licząc wielkiej szyby przez którą zapewne podglądał pracowników.Teraz wiem skąd wiedział że troche ze bardzo się poprztykaliśmy z księgowym, Hermanem.
  Podeszłam do krzesła i usiadłam na nim zakładając nogę na nogę. Pociągnęłam łyk napoju znajdującego się, we wspomnianym wcześniej, papierowym kubku i spojrzałam na mężczyznę. Zdziwiłam się widząc jego czerwony krawat w misie. Pewnie pomylił się kiedy wychodził. Nie sadziłam że ma coś takiego w domu.. No ale przeciez agenci są różni i mają różne słabości, a to ewidentnie była słabość Roba. Zaśmiałam się cicho, a on podniósł wzrok znad swojego laptopa do którego wpisywał jakieś informacje z kartki obok. Zmarszczył brwi i wrócił do poprzedniego zajęcia. Znając bardzo dobrze jego taktykę, wyciągnęłam rogala z torebki i wgryzłam się w miękkie ciasto. Kilka okruszków spadło na moją czerwoną bluzkę więc je strzepnęłam uważając by Rob nie zauważył co robię. Z pewnością nie dostałabym pochwały za coś takiego. Z kolejnym kęsem dokopałam się do czekoladowego nadzienia którego smak tak bardzo kochałam. Upiłam kolejny łyk napoju, przezemnie nazywanego napojem bogów. Uśmiechnęłam się delikatnie i ponownie spojrzałam na twarz mężczyny. Jej wyraz był napięty więc zasadą dedukcji można by dojść do stwierdzenia że coś idzie nie po jego myśli. Po chwili uniósł głowę do góry. Chwile na mnie popatrzył i zamknął laptop. Schylił się i wyjął teczkę z szuflady biórka. Przez chwile szukał w niej czegoś, a kiedy znalazł, położył to przedemną ale nie tą zadrukowaną stroną.
"Wyczuwam podstęp" - pomyślałam
-Pamiętasz naszą ostatnią rozmowę?
-Jak mogłabym ją zapomnieć - fuknęłam odstawiając na biórko kubek z resztką kawy i papier po ciastku.
-No więc znalazłem dla ciebie dogodne zadanie. I nie proś mnie o jego zmianę bo robię to tylko dlatego że twój ojciec mnie o to poprosił.
"Mój ojciec" - pomyślałąm - "Dlaczego wszysko załawtwia zawsze mój ojciec!?"
-Wporządku. Przejdź w końcu do rzeczy! - warknęłam oburzona
   Spiorunował mnie wzrokiem. Zawsze powtarzał że jestem strasznie niecierpliwa, a ja nie próbowałam bo wyprowadzać z błędu no bo po co?! Mam mu powiedzieć o tym że poprostu wkurza mnie jego osoba/
-Znalazłem pewien zespół któremu przydałaby się twoja pomoc. Był jakiś zamach przed którym ochrona ledwo ich powstrzymała.
-Ich?- spytałam
-Tak. To boysband. I to właśnie twoja misja jeśli chcesz dostać tytuł agentki 00
-Jak nazywa się ta misja? - spytałam podnosząc z biórka plik papierów który zapewne zawierał o nich informacje.
-Operacja One Direction.. - wyszeptał cicho pozbywając się tych słów z ust, jakby były największą trucizną, jakiej kiedykolwiek próbował..
~~~
Witam na nowym blogu! Mam nadzieje że prolog się podoba. Rozdział 1 w przygotowaniu :)
Czekam na komentarze!
Alex

6 komentarzy:

  1. uuu lala ciekawe co dalej. pisz szybko rozdział
    kc

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny prolog ! Ciekawie się zapowiada .. czekam na 1 rozdział :*

    OdpowiedzUsuń
  3. świetny prolog :D
    agentka...ciekawie jest super i czekam na ciąg dalszy
    ,,Operacji One Direction" :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nominowałam cię do Versatile Blogger Award :)
    Więcej u mnie:
    http://shesafraidlove.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Fajniutki prolog! :3
    Brakuje mi jednak akapitów (auć, to boli!). Reszta jest okej, chociaż widać kilka kruczków. Tak czy siak, weny życzę, a ja lecę czytać pozostałe rozdziały ;>
    ~ Hanka

    OdpowiedzUsuń