Translate

piątek, 22 listopada 2013

Chapter 4

-Nie widzieliście gdzieś może mojego krawatu? - spytał Liam zbiegając po schodach prawie się przy tym przewracając.
-Nie.. - mruknęłam ze stoickim spokojem sącząc mały łyk czerwonego wina Lattanzio Negroamaro. Ciężkie, wytrawne, zazwyczaj lubie takie ale to mi nie smakowało. było wręcz ochydne i nie dało mi się ukrywać skrzywienia na twarzy po każdym kolejnym łyku (których w sumie nie było tak wiele bo nie ubyło prawie nic). Nie moja wina że akurat zostało im tylko to wino! Jutro pojadę na zakupy. może wezmę do tego jakąś whiskey. Co to za dom w którym nie ma dobrego wina?! No ja się pytam!
-A może chociaż szczotkę? - westchnął wściekły opadając na fotel obok i duszkiem wypijając zawartość mojego kieliszka czym skutecznie uwolnił mnie od picia tego świństwa.
-Ej! Zaraz będziesz prowadził! - wykrzyknął podirytowany Mulat
-Nawet nie mam samochodu! Czym ja po nią pojadę?! - wykrzyknął teatralnie i ukradkiem spojrzał na mnie.
-O nie! Nawet nie waż się myśleć że będziesz prowadził moje cacuszko! 
-To czym ja po nią pojadę?
-A to nie mój problem! - oburzyłam się
-Twój! to przez ciebie zostawiłem go w warsztacie! Mówiłaś że się wyrobi!
-Pewnie coś tam się stało. Oj no nie panikuj. Zawsze jest jeszcze komunikacja miejska!
-Jasne! Zabiorę dziewczynę na kolacje, autobusem! Jeszcze czego!
  Popatrzył na mnie błagalnie. Był załamany. Ehh.. Dobra..
-Nie dam ci go prowadzić. I to jeszcze po pijanemu! O ile mogę cię zawieźć, a potem odwieźć.
  Zastanowił się. 
-Wybieraj. Akurat mam po drodze do.. 
-Kogo? - zaciekawił się nagle Lou 
  Jak go znam to na pewno pomyślał że planuje zamach na prezydenta czy kogoś takiego.
-Nie musisz wiedzieć
-Ale jak już zaczęłaś to skończ.
-Nie. To jak? - odwróciłam się w stronę bruneta.
-Dobra. Tylko nic nie mów.
-Ma się rozumieć. - skinęłam głową i wstałam - Dzięki za wino. Jak będę wracać to zabiorę od siebie lepsze. - dodałam cicho chociaż i tak wszyscy mnie słyszeli.
  Jakieś 20 minut później stałam na podjeździe jakiegoś domu czekając razem z Liamem w samochodzie aż jego dziewczyna będzie gotowa do wyjścia.
-Długo jeszcze..? - spytałam przeciągając się 
-Sam chciałbym to wiedzieć.. - westchnął spoglądając na zegarek
-Zawsze tak jest?
-Nie..
-Aha.
  Zaległa cisza. Czekaliśmy dalej.
-O której mam być? - spytałam nagle
-Wyśle ci SMS-a jak już będziemy się zbierać. Wiesz gdzie jechać? - skinęłam głową
W tym momencie zza drzwi wyłoniła się śliczna brunetka z toną loków sterczących dookoła. Liam wysiadł i przywitał się z dziewczyną pocałunkiem. Przypatrzyłam się jej dokładniej. Serio, krótszej kiecki nie miała? Prawie jej majtki widać! O ile w ogóle je na sobie miała.
  Liam uśmiechnął się, podał jej czerwoną róże którą kupił wcześniej. Dziewczyna uśmiechnęła się lekko. jednak w tym uśmiechu było coś podejrzanego. Coś mi tu śmierdzi..
  Chłopak coś do niej powiedział. Spojrzeli w moją stronę. mulatka, jak zauważyłam w ciemności, skrzywiła się. Ta.. No co poradzę. nie moja wina że muszę was zawozić do tej restauracji.
  Wsiedli do samochodu. Ona ja przepuścił w drzwiach i usiedli z tyłu.
-Danielle, poznaj proszę M. Naszą osobistą.. Ymm.. Ochroniarza?
-Lepsze to niż niańka. - rzekłam siląc się żart na który oboje zaśmiali się cicho - Miło mi cię poznać. Możemy jechać?
-Tak - odparł chłopak patrząc rozmarzonym wzrokiem na kobietę.
  Wyjechałam z podjazdu i wyjechałam z uliczki. Restauracja nie była daleko. spokojnie doszli by tam pieszo ale jako agentka muszę zapewnić opiekę moim.. Hmm.. no nich nie chyba nazwy.
  Kiedy dojechaliśmy, poczekałam aż wysiądą. Liam szybko jeszcze powiedział 'tylko bądź przy telefonie' i pobiegł na dziewczyną. Ach ta miłość.. Aż się chce rzygać.
***
Dojechałam na miejsce. Nic się narazie nie zmieniło i mam nadzieje że się nie zmieni.
-Jest tu kto? - spytałam wchodząc do przed pokoju. Czekała na mnie bardzo miła niespodzianka..
~~~
Witam. Trochę dawno nie było rozdziału ale już jest :) Chce Was powiadomić iż będziemy mieli nową pisarkę na tym blogu. Nazywa się Wera. Zobaczymy jak potoczą się dalej losy tego bloga jednak myślę że nawet po tej przerwie dalej będziecie go czytać.
Bez odbioru
Alex

poniedziałek, 29 lipca 2013

Chapter 3

Sobota; 25.05.2013; godz. 18.45;
Dzielnica Chelsea, ulica Kings Road 69
-W końcu w domu! - wykrzyczał Lou wchodząc do dość dużego pomieszcza które zdawało sie być przedpokojem
-Oj tak.. - westchnął Harry i zostawiając torby w pokoju, ruszył do salonu
-Zajmje telewizor! - krzyknął i zaczął szukać pilota
-Nie! - wydarł sie Zayn i poleciał na nim gdzie już po chwili szarpali się o to który z nich jako pierwszy będzie miał prawo do telewizora
-M - zwrócił się do mnie Paul starając się ignorować tamtą dwójkę - Myśle że zostawiam chłopców w dobrych rękach. Nie zawiedz mnie - posłał mi uśmiech
-Proszę sie nie martwić. - powiedziałam podając mu rękę
Uścisnął ją na porzegnanie.
-Dobrze.. W takim razie Liam i Niall pokarzą ci twój tymczasowy pokój. Tak? - spojrzał porozumiewawczo na bruneta i blondyna
-Jasne - pokiwali głowami i popatrzyli na siebie
-W takim razie zostawiam was samych. Jutro rano o 12 mają sesje więc na 10 muszą być..
-Spokojnie - uciszyłam go - Znam cały plan. Proszę sie nie martwić. Ale jeśli mógłbyś mnie podwieźć do bazy.. Muszę odebrać samochód..
-Ja niestety nie dam rady ale myśle że chłopcy - Tu zerknął na przysłuchującą sie nam dwójkę - mogą cię podrzucić. Mam racje?
-Ok. - wzruszyli obojętnie ramionami, a Higgins zgromił ich spojrzeniem
-To ja idę - odchrząknął i wyszedł po raz kolejny przpominając mi co mam robić, oczywiście, jakbym nie wiedziała.
  Spojrzałam na dwóch małolatów. Stali, równo obok siebie. Jak w wojsku. No no.. Z nimi chyba nie będzie problemów.. Nie wyglądają mi na zbyt wygadanych i nadzwyczaj agresywnych jak reszta ich stadka. W sumie, można by pomyśleć że są wręcz idealnymi podopiecznymi ale z zeznań moich informatorów, oni też potrafią pokazać różki.
-Chodź - powiedział blondyn - Pokażemy ci twój tymczasowy pokój, a potem pojedziemy odebrać twoje auto, ok? 
-Jasne - mruknęłam i ruszyłam za nimi tachając walizkę
-Pomóc ci? - spytał nieśmiało brunet stojąc za mną z tyłu
-Nie, dam rade - odparłam 
  Wczłapałam się na piętro i podążyłam za chłopakiem. Podszedł do jedych z drzwi i otworzył je.
-Dobra, więc myśle że powinno ci się tu spodobać - przeszedł przez nie i pozwolił mi wnieść walizkę do środka.
  "Hmm.. Całkiem nieźle.." - pomyślałam patrząc na dość skromy pokoik który prezętował się całkiem nieźle
-Super - powiedziałam kładąc torbę na podłogę
  Postanowiłam obejrzeć jego resztę. Po lewej stronie od wejścia znajdowały się drzwi do łazienki. Pchnęłam je i moim oczom ukazał się taki oto widok:

  Wyglądała całkie przyzwoicie. Jasne płytki na podłodze i ścianach. Czarno, biało, czerwone wstawki. Muszę przyznać że niesamowicie się to komponowało. Szkody tylko że nie ma tu wanny. Mam niesamowitą ochotę na długą kąpiel.. Ale w sumie to i tak powinnam się cieszyć że w ogóle dostałam osobną łazienkę.
  Wyszłam z niej i spojrzałam na chłopców którzy dalej stali w drzwiach
-To.. Ty się teraz rozpakowywujesz czy jedziemy odrazu? - spytał wyraźnie zniecierpliwiony blondyn
-Możemy teraz chyba że macie coś do zrobienia - odpowiedziałam podchodząc do nich
-Teraz - odpowiedzieli zgodnie
  Kiwnęłam głową i pokazałam im gestem dłoni by zeszli na dół. Z przedpokoju przeprowadzili mnie wgłąb domu do innych drzwi które jak się później okazało, prowadziły do garażu.
-Proszę - powiedział brunet otwierając mi drzwi od siedzenia pasażera
  Posłałam mu uśmiech. Pierwszy normalny i kulturalny facet.. Szkoda że ten gatunek jest na wyginięciu..
  Kiedy już się zapakowaliśmy, brunet poprosił mnie o adres.
-Jedź. Będę cie instrułować - zakomunikowałam
  Wyjechaliśmy z garażu i ruszyliśmy w drogę. Auto sunęło po drodze dość płynnie i z tą samą prędkością. Nie było jakichś specjalnych korków. W tle leciała muzyka z radia. Nie znam się zbytnio na wykonawcach ale to co leciało w tamtej właśnie chwili, było nawet całkiem znośne.
-Skręć w prawo- nakazałam, a brunet wjechał we wskazaną przezemnie drogę
-Teraz w lewo i zaraz powinien się pokazać taki tunel - instrułowałam go dalej
  Tak jak powiedziałam, chwile później ukazał się nam długi tunel. Chłopak wjechał w niego. 
-W czym moge pomóc? - spytał jeden ze strażników - O cześć M. Nowy szofer? - spytał 
-Znajomy. Auto gotowe?
-O tym sama się przekonasz - odpowiedział i przepuścił nas
-Idziecie ze mną czy zostajecie? - popatrzyłam na nich kiedy zaparkowaliśmy
-A gdzie jest bezpieczniej? - odezwał się Niall
-Jesteście na moim terenie. Tu może się wydarzyć wszystko - odparłam i z kpiącym uśmiechem na twarzy, wyszłam z wozu.
  Ruszyłam w kierunku z którego dochodził warkot motoru słysząc za sobą ciche kroki małolatów. Weszłam do wielkiego białego pomieszczenia, który w każdym calu był pokryty częściami do samochodów, nimi samym jak i kilku centymetrową warstwą kurzu.
-Witaj Bill - krzyknęłam do mężczyzny w średnim wieku ślęczącym nad srebrną Toyotą Yaris.
-Hej - uśmiechnął się i natychmiast podniósł się z klęczek - Czemu zawdzięczam twoją miłą wizytę - spytał podchodząc do mnie i (uprzednio wycierając ręke ze smaru) całując moją dłoń.
-Samochód. Masz go? 
-Oczywiście - wskazał na drugą część sali gdzie stał jaskrawo czerwony maseratti quattroporte.

-Cudo - szepnłam podchodząc do niego
  Przejechałam delikatnie opuszkami palców po jego lakierze. Rozkoszowałam się powoli tą chwilą. Ja i nowy samochód. Czego można chcieć więcej?
-Na ile jest osób? - spytałam kiedy oderwałam się od podziwiania nowej rzeczy
-Sześć. Nawet nie wiesz ile czasu poświęciłem żeby go tak przerobić. 
-Och.. Dziękuje - uśmiechnęłam się do niego tak ładnie jak umiałam
-Tu masz kluczyki. Będę wdzięczny jeśli m razem moja praca przetrwa przynajmniej tydzień. Dasz rade to zrobić? - spytał kiedy zagłębiłam sie w szkórzanym fotelu.
-Postaram się ale wiesz że to nie zależy odemnie..?
-Wiem. A teraz gadżety - zaśmiał się, a ja natychmiast się wyprostowałam - masz tutaj wszystko czego potrzebujesz. Miejsce na broń, paszporty, zapasową kasę. - prychnęłam - Ale nie o tym chciałem pogadać. Masz tutaj możliwość ustawienia konstrukcji cząsteczkowej. Dzięki niej możesz ustawić żeby szkło było wręcz nie do przebicia.
-Nowy wynalazek? - spytałam
-Możliwe. Reszta ci znana.
-Jasne - uśmiechnęłam się - Którędy mam wyjechać?
-Omiń to żylastwo - wskazał na kupę złomu po środku pomieszczenia 
-Zwariowałeś? Chcesz żeby odrazu go zarysowała?
-Wierze że ci sie uda
  Westchnęłam. Odpaliłam silnik. 
-Fajnie mruczy - krzyknęłam przez otwarte okno
-Jedź. Uważaj! Po prawo silnik! Nie! Zaraz ci się opony przedziórawią! Dobrze, spokojnie.. Stój.. - krzyczał co chwile Bill
  Wyjeżdżałam z jakieś 15 minut. Muszę przyznać że była to jednak z najtrudniejszych rzeczy jakie w życiu robiłam. Ale nie mogłam pozwolić żeby nowy pojazd musiał iść do naprawy. To to napewno nie!
-Dobra - westchnęłam kiedy już udało mi się przejechać przez to wszystko - Możemy jechać. -zwróciłam się do dwójki gapiów
-Jasne. - skinęli głowami i zaczęli iść w kierunku swojego pojazdu
-Panowie! - krzyknął za nimi Bill - Jeśli panowie chcą to moge trochę ulepszyć wasz samochód.
-Serio? - spytał brunet
-Oczywiście. Nie jest w najlepszym stanie..
-Tak, miałem go zawieźć do warsztatu.. - mruknął zawstydzony
-Ja to panu zrobię szybciej! Taniej i lepiej! - zachwalał Bill
-Naprawdę? A na kiedy by pan mógł? Bo mam za tydzień randkę z dziewczyną, a chciałem..
-Wyrobie się. - zapewnił.
-Dobrze, wezmę tylko swoje rzeczy.. - uśmiechnął się i zaczął gmerać w aucie
-Tylko mi tego nie schrzań - zaśmiałam się kiedy Liam oddawał mu kluczyki
-M, przecież mnie znasz. 
-Znam znam.. Zapłacę ci przy odbiorze tego drugiego, ok? Bo nie mam przy sobie portfela..
-Wiesz przecież że dla agentów robię za darmo.. 
-I tak wole ci zapłacić. Pa! - posłałam mu ostatni uśmiech tego dnia i wyjechałam
-Skąd znasz tego gościa? - zdziwił się blondyn
-Jeden z naszych. Pomaga nam w reperacji. 
-To dlaczego chciał mi pomóc?
-A bo ja wiem? Ale uwierz mi że nie pożałujesz. Zrobi ci wszystko świetnie!
-Dobra ale skoro to jeden z waszych to dlaczego powiedział dla agntów za darmo? - drążył dalej 
-Dostaje kasę od wywiadu. Nie jest tego dużo ale daje rade, a duma nie pozwala mu brać więcej..
-Jasne.. - westchnął i zakończył rozmowę
~~~
Dość nuudny jak na mnie.. Ale zaraz zabieram się do pisania kolejnego. Będzie więcej akcji ;)
Czekam na komentarze  
Bez odbioru
Alex




czwartek, 18 lipca 2013

Chapter 2

  Weszłam ponownie do wnętrza samolotu gdzie dwie kobiety sprzątały po całej akcji. Chrząknęłam tylko cicho ale na tyle głośno by wszyscy mnie usłyszeli. One, widząc mnie w drzwiach, natychmiast się ulotniły. Zostałam z nimi sam na sam.
-Miło mi was poznać - wysiliłam się na uśmiech - Jestem M i od dziś będę waszym nowym ochroniarzem
-Naszym ochroniarzem?1 - oburzył się ciemnowłosy mulat - Paul, po co nam kolejny ochroniaż?! I to do tego taki który jest dziewczyną?!
-Ale za to jaką ładną dziewczyna.. - szepnął cicho blondyn
-Zayn - mruknął rozdrażniony - To jest jedyna osoba która zajmie się wami tak dobrze jak ja. M jest jedną z agentek Brytyjskiego wywiadu MI6 i pracowała już w wielu organizacjach między narodowych.
-Jasne - prychnął - Jeśli posłanie kulki w łep jednego faceta jest tym..
-Zayn! - warknął ich menadżer
-Spokojnie - mruknęłam rozdrażniona - Jeśli dobrze to rozegramy to nie będziemy musieli wchodzić sobie w drogę. Wy mnie nie będziecie widzieć, a ja będe tylko dla waszego bezpieczeństwa
-Dla mnie możesz być widoczna cały czas - mruknął uwodzicielsko lokaty brunet
-Ej ty - warknęłam w jego stronę - Ja tu jestem w pracy. I wy też. Na wiecej nie licz.
-To po co nam taki ochroniaż - prychnął
-M - zwrócił sie do mnie Higgins - Witamy w naszym.. Hmm.. Towarzystwie jeśli mogę się tak wyrazić. Mam nadzieje że nasz współpraca będzie owocna
-I ja również - uścisnęłam jego dłoń starając sie nie tracić dobrego humoru

Tydzień później
Sobota; 25.05.2013; godz. 8.37;
Hotel Windrift Resort Hotel w New Jersey

-CHŁOPAKI! - krzyknęłam po raz kolejny waląc do ich drzwi - To nie jest śmieszne! 
-Dla nas bardzo - zarechotał Zayn
-Dobra, mam dość. Wchodzę tam. - warknęłam
-Ciekawe jak..? - zaczeli sie chichrać
-Odsuńcie sie od drzwi! - krzyknęłam
-Po co? -Spytali ale nie zdążyłam im już odpowiedzieć
-Mówiłam że wchodzę - oznajmiłam leżącym na ziemi chłopakom - Jazda do samochodu! Ale już! 
-Osz kurwa! Chyba cie nie docenialiśmy.. - zaczął Liam
-Nie obchodzi mnie to. Jazda! - wskazałam na korytarz
-Ale co z drzwiami?
  Nie odpowiedziałam. Jak to ktoś kiedyś mądrze ujął 'Z debilami sie nie dyskutuje'
-Jeśli za 5 minut nie będziecie w samochodzie, spotka was to co te drzwi
   I wyszłam. Przemknęłam jasnym korytarzem złożonym z fioletowej wykładziny, Kremowych ścian i czarnego sufitu na którego środku co dwa metry świeciły okrągłe, płaskie żyrandole.
  Weszłam do szarej windy złożonej z jasnych odcieni barw na ścianach i kilkunastu przycisków. Wcisnęłam ten z numerem 0 i w oczekiwaniu na dotarcie na miejsce, przejrzalam sie w lustrze, sprawdzając, czy ta afera z drzwiami nie popsuła dostatecznie mojej fryzury. Mimo iż byłam agentką to jednak nie oznaczało to że dbam o swój wygląd mniej niż reszta kobiet na całym świecie. 
  Kiedy znalazłam sie już w holu, podeszłam do recepcjonistki która najprawdopodobniej usiłowała załatwić sobie lokum w pokoju pewnego, nowego gościa.
-Długo to jeszcze potrwa? - spytałam z udawaną słodkością kiedy kobieta oznajmiła mężczyźnie że kończy o 9 wieczorem i z wielką chęcią wpadnie do niego - Nie chce oczywiście nic mówić ale takie sprawy się chyba załatwia PO pracy.
  Kobieta speszona ale też i lekko rozdrażniona, odprawiła mężczyznę i zwróciła sie w moją stronę.
-Tak, o co chodzi?
-Taki tam pikuś.. W pokoju nr. 257 był mały problem z drzwiami. Mam nadzieje że tyle wystarczy żeby naprawić szkody - rzuciłam na blat recepcji banknot 100$ - A jeśli coś jeszcze zostanie to jako napiwek na prezerwatywy dla pani i tego miłego pana - dokończyłam i zostawiając kobietę w oszołomieniu, wyszłam z hotelu kierując sie do czarnej limuzyny stojącej pod hotelem otoczonym tysiącem nastolatek doprowadzających mnie wręcz do szału swoimi krzykami.
-Miło mi cie widzeć, Paul - uścisnęłam rękę mężczyźnie w czarnym garniturze, kiedy już usadowaiłam się wygodnie w na czarnym, skurzanym fotelu limuzyny.
-Mnie Ciebie też, M. Gdzie chłopcy?
-Był mały problem z drzwiami ale już wszystko załatwione więc za chwilke powinni być - uśmiechnęłam sie i wzięłam od niego jeden z kubków ze Stabucksa - Latte?
-Karmelowe - odparł
-Jestem w niebie - zaśmiałam sie i upiłam łyk
-Jesteśmy! - krzyknęli małolaci wsiadając do auta
  Nie twierdze oczywiście że są gorsi jeśli są młodsi ale no jednak jest między nami różnica. Najstarszy ma 21 lat, a ja 26 więc chyba mam prawo nazwać ich małolatami gdyż niestety taka jest prawda.
-Nie da sie nie zauważyć - prychnęłam - Dłużej sie przecież ne dało.
-Ty siedź cicho - uciszył mnie Zayn
-Zamknij sie Malik jeśli chcesz żyć - warknęłam
-I tak nic nam nie możesz zrobić bo jesteś za nas odpowiedzialna. I kto tu jest górą?! - zaśmiał sie złośliwie i przybił piątkę z Marchewkowym Potworem.
-Ale tak przez przypadek.. Może.. Wypadniesz przez okno.. Kto wie?- zaśmiałam sie złośliwie 
  Uciszył sie natychmiastowo tak jak i reszta ferajny
-O której mamy samolot? - spytałam upijając kolejny łyk kofeiny
-Za godzinę. 
-My?! Czekaj, to ty z nami wracasz?! - zdziwił sie Harry
-Tak, wracam. Coś jeszcze? - warknęłam już do końca poirytowana ich zachowaniem
-Tak. Jak długo będziesz jeszcze nas niańczyć?! - spytał Zayn w momencie kiedy Lokaty mówił coś w stylu 'To w ręki, razie muszę ci koniecznie pokazać mój pokój.. A łózko już w szczególności..'
-Chłopcy - wciął sie do rozmowy Paul - M, zostanie z wami na tyle długo na ile będzie taka potrzeba - dokończył spokojnie
-Czyli?! - warknął rozdrażniony Lou 
  Hmm.. Czyli najwyraźniej założyli z Zaynem spółkę 'Pozbyć sie M'. Ciekawie sie zapowiada..
-Dokładnie ci nie powiem bo może to być miesiąc, a może to być rok..
-Rok?! Z nią?! Mowy nie ma! - wykrzyknął Zayn
-M! Odbiór! - odezwał sie głos z mojego wakie-takie
-Tu M, odbiór - odpowiedziałam całkowicie ignorując ich beznadziejną rozmowę
-Mamy informacje o jakimś mężczyźnie kręcącym sie na lotnisku w pobliżu waszego samolotu. Ochrona już go usunęła ale nie jesteśmy do końca pewni czy wszystko jest wporządku.
-Przyjęłam. Bez odbioru - dokończyłam i włożyłam sprzęt spowrotem do sakwy 
  Odwróciłam sie do chłopaków którzy siedzieli jakby wmurowani w fotele i patrzyli na mnie w osłupieniu.
-Tak sie zastanawiam czy sprawdzić ten samolot czy zostawić go tak jak jest i pozwolić wam lecieć. Ja naturalnie zostanę tutaj żeby mieć pewność źe chociaż ja wyjdę z tego cało - rzekłam z kpiącym uśmieszkiem i odwróciłam sie spowrotem 
  'Rob dał mi chyba najgorsze zadanie jakie wogule mogłoby być! Zapłaci mi za to!'
~~~
Witam. Trochę czekaliście na ten rozdział ale już powinno być lepiej bo wróciła mni wena na TEN bloga więc rozdziały powinny pojawiać się już częściej ;) 
Bez odbioru
Alex

czwartek, 6 czerwca 2013

WAŻNE!


Ludzie! Ja mam do was może trochę dziwną prośbę ale jest to dla mnie strasznie ważne! Moja siostra bierze udział w konkursie bo prowadzi stronę o psach (posokowce) i ja bardzo bym była wam wdzięczna gdybyście tylko weszli w ten link i wtedy zagłosujecie --> http://posokowce.toplista.pl/?we=shirka
Można głosować codziennie i gdyby się wam chciało to wogule byłoby super!
Ps. Ten kto zagłosuje niech napisze coś w komentarzu żebym wiedziała ile was jest ;) potem może coś dla was przygotuje :P

niedziela, 19 maja 2013

Chapter 1

  Sobota; 18.05.2013r; godzina 15:35;
Samolot do New York. Gdzieś nad Oceanem Atlantyckim

-M! Odbiór! - usłyszałam krzyk z mojego wake taki
   Spojrzałam na 3 pilotów prowadzących samolot. Dlaczego było ich aż tylu? To proste. Trzeba zachwać jak największą ostrożność. Gdyby jednemu pilotowi coś się stało, trzeci (dotychczas siedzący) musiałby przejąć stery. Gdyby stało się coś temu drugiemu, ja musiałabym przejąć stery. A gdyby coś się stało trzeciemu to bez przeszkód bym sama poprowadziła a gdyby mi się coś stało to samolot by spadł. Jak dla mnie to 3 pilotów to i tak trochę przesada.
-Tak? - szepnęłam cicho 
-Dostaliśmy informacje o nieproszonym gościu na pokładzie - powiedzał oschłym, pozbawionym jakichkolwiek emocji jeden z hakerów naszej działalności
-Zrozumiałam. Bez odbioru. - wyłączyłam sprzęt 
  Spojrzałam na 3 mężczyzn. Nie wykazywali żadnych emocji. Pokręciła tylko głową z rezygnają i wyciągnęłam broń. Magazynek pełny, mogę iść i sprawdzić teren.
Cicho, powoli, sunę po korytarzu. Z duszą na ramieniu staję pod drzwiami prowadzącymi do głównej części samolotu. W momencie kiedy opieram głowe na ścianie za mną, ze środka wyrobył się krzyk. Biorę głęboki wdech i z kopa otwieram drzwi. Szybka ocena sytuacji. Pięciu nastolatków, jeden starszy w garniturze i drugi w czarnej kominiarce. Kilka setnych sekundy i strzał. Upada.   
  Spojrzałam na szóstkę zszokowanych mężczyzn. Jak sparaliżowani wpatrywali się w trupa leżącego na środku ich samolotu. Przewróciłam tylko oczami i schowałam broń do sakiewki umiejscowionej w wewnętrznej części mojej skurzanej kamizelki.
-Witam, agentka Brytyjskiego wywiadu MI6, M melduję się do usług - skłoniłam się delikatnie i spojrzałam na ich przerażone twarze.
-Zapewne pan Higgins - wyciągnęłam dłoń w kierunku mężczyzny
  Przez chwile patrzył na nią w osłupieniu aż w końcu ją uścisnął. Strasznie drżały mu ręce co mnie trochę zdziwiło ponieważ w papierach jak wół stało "Opanowany i zachowujący spokój w trudnych sytuacjach dla zespołu". Najwyraźniej muszę zmienić informatorów.
-Yh.. Miło mi panią poznać panno M - powiedział starając się nie pokazać po sobie strachu. Hah niezły kamuflaż
  Między nami zaległa grobowa cisza którą przerywał jedynie odgłos silnika samolotu. 
  Westchnęłam cicho i ruszyłam do wyjścia. Kiedy znalazłam się ponownie w części pilotarzowej, poprosiłam pilotów o pomoc w wyniesienu trupa. Obydwu się zgodziło i ruszyli mi pomóc zostawiając jednego z nich przy sterach.
-Weźcie go - powiedziałam do nich wskazując na człowieka w kominiarce leżącego na środku.
  Mężczyźni wzięli go i ruszyli do drzwi. Otworzyłam je, a oni zwinnym ruchem wyrzucili go poza pokład. 
  Skinęłam głową dając im znak by wrócili do swojej pracy a sama poszłam do moich nowym podopiecznych by wyjaśnić zaszłą sytuacje..
~~~
Witam! Liczę iż rozdział się wam spodobał :) obiecuje że w kolejnym zdarzy się znacznie więcej! Do usłyszenia

wtorek, 30 kwietnia 2013

Prologue

   Weszłam do wielkiego pomieszczenia gdzie kłebiło się mnóstwo ludzi. Spojrzałam na nich niechętnie i westchnęłam na myśl o tym co za chwile będe musiała zrobić. Nie dość że każdego dnia ryzykujesz życiem dla innych to nawet we własnym "domu" musisz się przedzierać przez te tłumy.Czasem przeklinałam samą siebie za taką prace ale przecież sama tego chciałam..
-Chris! - pstryknęłam palcami, a obok mnie pojawił się zielonooki blondyn środniego wzrostu.
-Tak M? - spytał cicho troche się mnie chyba bojąc
-Masz moją latte i rogala? - spytałam niechętnie
-Oczywiście- mężczyzna, a właściwie chłopak (no bo jak inaczej nazwać gościa który dopiero co miał mleko pod nosem) podał mi czerwony papierowy kubek i zawiniątko z napisem "Stark Café".
-Dzięki
  Postąpiłam krok do przodu ale jak to zwykle jest, ktoś mnie potrącił. Na szczęście, a może i nie, nie upadłam ale wylałam na siebie trochę kawy. Zaklęłam cicho pod nosem. Miałam tego dość. 
   Odwróciłam się i postanowiłam pójść na około. Droga jest dłuższa ale i tak dojdą tamtędy szybciej niż przedzierając się przez to stado baranów które ani myśli przesunąć swoje tyłki. Nic tylko myśla wciąż o sobie! Egoiści! Oni siedzą za biórkiem i tylko zbijają bąki, a dla nas, nawet nie są wstanie sie odsunąć, a przeciez robimy pięć razy więcej od nich! Na samą myśl o tym mam chęć mordu!
 Spojrzałam na drzwi po prawo. Ruszyłam delikatie stukając butami w posadzke. Rozejrzałam się dookoła. Stare kotytarze.. Większość z nich była jeszcze nie pomalowana ale Rob jakoś niespecjalnie się tym przejmował skoro mało kto tędy chodzi (no oczywiście nie licząc nowych rekrutów którzy przychodzą tu żeby ćwiczyć). Zawsze jednak zadaje sobie pytanie dlaczego wciąż jesteśmy w tej dziurze! Przecież moglibyśmy się przenieść do początkowej siedzimy MI6 która spłonęła przez wybuch bomby podłorzonej przez jednego z naszych wrogów. No ale nic. Przecież mnie i tak nik t nie słucha bo nie jestem kimś ważnym.
  Kiedy znalazłam się w części biórowej, miałam ochote wybuchnąć śmiechem bo moi koledzy z którymi pracowałam od zawsze, bardzo inteligentnie poprosili mnie o sprawdzenie przepustki, a potem stwierdzili że nie ma mnie na liście i pożegnali bardzo grzecznym "spierdalaj". No więc się wkurzyłam i wygarnęłam im co o tym myśle, a potem z udawaną słodkością poprosiłam żeby spytali się szefa czy napewno nie byłam umówiona. Przez chwile mierzyłam się z nimi wzrokiem. Ten "większy" (określenie nie wzięło się od muskułów lecz od wagi) postanowił jednak mieć ze mną dobre stosunki i zapytał "szefa".
  Ponieważ wyszło na moje więc pokazałam wszystkie ząbki w kpiącym uśmieszku i pewnym krokiem weszłam do gabinetu. Rozejrzałam się po jego wnętrzu.
"Jeszcze mnie tu nie było" - pomyślałam i cicho się do siebie zaśmiałam.
   Ściany było pokryte kremową farbą. Wisiało na nich kilka portretów, a m.in. byłej szefowej MI6 która nazywała sie dokładnie tak jak ja, czyli M i kilku wcześniejszych zarządców. Był tam też ważny dokument, który każdy normany człowiek uznałby za nie ważny. Niestety, tak nie jest. Jak wół, widnieje na nim podpis królowej Anglii, o czym wie każdy tutejszy pracownik, a w sumie powinien wiedzieć. 
  Podłoga wyłożona jest marmurową posadzką taką jak w tych wszystkich przedwojennych budynkach. 
  Zrobiłam krok do przodu, w stronę dębowego biórka przy którym siedział zgarbiony mężczyna w lnianej koszuli i czarnych spodniach której najprawdopodobniej pochodziły od smokingu. Jego muskuły prawie wychodziły przez ciemną marynarke którego dokładnego koloru nie potrafiłam zidentyfikować. Z pewnością gdybym była starsza, nie zważałabym na to że jest moim szefem. 
  Oprócz tych rzeczy, pokój nie miał w sobie nic ciekawego, nie licząc wielkiej szyby przez którą zapewne podglądał pracowników.Teraz wiem skąd wiedział że troche ze bardzo się poprztykaliśmy z księgowym, Hermanem.
  Podeszłam do krzesła i usiadłam na nim zakładając nogę na nogę. Pociągnęłam łyk napoju znajdującego się, we wspomnianym wcześniej, papierowym kubku i spojrzałam na mężczyznę. Zdziwiłam się widząc jego czerwony krawat w misie. Pewnie pomylił się kiedy wychodził. Nie sadziłam że ma coś takiego w domu.. No ale przeciez agenci są różni i mają różne słabości, a to ewidentnie była słabość Roba. Zaśmiałam się cicho, a on podniósł wzrok znad swojego laptopa do którego wpisywał jakieś informacje z kartki obok. Zmarszczył brwi i wrócił do poprzedniego zajęcia. Znając bardzo dobrze jego taktykę, wyciągnęłam rogala z torebki i wgryzłam się w miękkie ciasto. Kilka okruszków spadło na moją czerwoną bluzkę więc je strzepnęłam uważając by Rob nie zauważył co robię. Z pewnością nie dostałabym pochwały za coś takiego. Z kolejnym kęsem dokopałam się do czekoladowego nadzienia którego smak tak bardzo kochałam. Upiłam kolejny łyk napoju, przezemnie nazywanego napojem bogów. Uśmiechnęłam się delikatnie i ponownie spojrzałam na twarz mężczyny. Jej wyraz był napięty więc zasadą dedukcji można by dojść do stwierdzenia że coś idzie nie po jego myśli. Po chwili uniósł głowę do góry. Chwile na mnie popatrzył i zamknął laptop. Schylił się i wyjął teczkę z szuflady biórka. Przez chwile szukał w niej czegoś, a kiedy znalazł, położył to przedemną ale nie tą zadrukowaną stroną.
"Wyczuwam podstęp" - pomyślałam
-Pamiętasz naszą ostatnią rozmowę?
-Jak mogłabym ją zapomnieć - fuknęłam odstawiając na biórko kubek z resztką kawy i papier po ciastku.
-No więc znalazłem dla ciebie dogodne zadanie. I nie proś mnie o jego zmianę bo robię to tylko dlatego że twój ojciec mnie o to poprosił.
"Mój ojciec" - pomyślałąm - "Dlaczego wszysko załawtwia zawsze mój ojciec!?"
-Wporządku. Przejdź w końcu do rzeczy! - warknęłam oburzona
   Spiorunował mnie wzrokiem. Zawsze powtarzał że jestem strasznie niecierpliwa, a ja nie próbowałam bo wyprowadzać z błędu no bo po co?! Mam mu powiedzieć o tym że poprostu wkurza mnie jego osoba/
-Znalazłem pewien zespół któremu przydałaby się twoja pomoc. Był jakiś zamach przed którym ochrona ledwo ich powstrzymała.
-Ich?- spytałam
-Tak. To boysband. I to właśnie twoja misja jeśli chcesz dostać tytuł agentki 00
-Jak nazywa się ta misja? - spytałam podnosząc z biórka plik papierów który zapewne zawierał o nich informacje.
-Operacja One Direction.. - wyszeptał cicho pozbywając się tych słów z ust, jakby były największą trucizną, jakiej kiedykolwiek próbował..
~~~
Witam na nowym blogu! Mam nadzieje że prolog się podoba. Rozdział 1 w przygotowaniu :)
Czekam na komentarze!
Alex